Blade Runner, czyli Łowca Androidów
Blade Runner, którego już książkowa wersja była recenzowana na łamach blogu, jest klasyką kina science fiction, z tym zgodzi się zapewne każdy. Film zdecydowanie nie należy do grupy filmów ładnych, prostych i przyjemnych. Przyjemny to może i jest, ale przyjemność tę docenią jedynie prawdziwi wyjadacze i miłośnicy gatunku.
Już od pierwszych chwil oglądania czuejmy, iż film cechuje się bardzo mroczną i “brudną” atmosferą, która jest w dużej mierze budowana przez wszechobecną noc i ciemność, oraz padający cały czas deszcz. Przepełnione detalami brudne scenerie miasta przyszłości, pełne ubogich ludzi, wszelkiej maści maszyn i olbrzymich ilości pary tworzą niezapomniany klimat, pomiędzy cyberpunkiem a światem postapokaliptycznym. Na detale składa się przede wszystkim dobrze wykonana praca przez modelarzy. Blade Runner to film z czasów, w których efekty komputerowe były w mniejszości, a większość pojazdów i budynków tworzona była jako modele, przepełnione elektroniką i delikatnymi pociągnięciami farby mazanymi przez profesjonalistów. Coś wspaniałego!
Również i muzyka ma tutaj dużo do “powiedzenia”. Elektroniczne dźwięki sprawiają, że widz przez cały czas odczuwa swego rodzaju stan zagrożenia i niepewność, w niektórych momentach wręcz dreszcze przechodzą po plecach. Z początku muzyka obecna w filmie irytuje, wkrótce jednak naprawdę zaczynamy dostrzegać połaczenie między nią, a tym co dzieje się na ekranie, a raczej sposób, w jaki dźwięki dokładają warstwy emocjonalnej do wątku fabularnego. Bez muzyki ten film byłby zupełnie inny, a już na pewno słabszy.
Jednym z bardziej przyjemnych elementów produkcji jest główny wątek fabularny, to jest wątek dochodzenia. Mroczny świat obserwowany na ekranie oraz muzyka sprawiają, iż Blade Runnera ogląda się niczym dobry amerykański kryminał z lat 50-tych czy 60-tych ubiegłego wieku. Mamy i elegancką kobietę i detektywa z problemami, a i nieprzyjemnego szefa policji nie zabrakło :). Zdecydowanie klimat ten przypada widzowi do gustu, choć może nie od razu.
Gdybym miał określić najdokładniej gatunek filmu, to Blade Runner jest psychodelicznym cyberpunkiem, nie trudno go więc nie zrozumieć za pierwszym, czy nawet drugim seansem. Film jest po prostu trudny, nie przeznaczony dla szarego zjadacza chleba. Daleko produkcji Ridleya Scotta do czystego science fiction, z drugiej strony nie to było celem reżysera. Można stwierdzić, iż Ridley Scott w unikalny sposób dokonał adaptacji książki Philipa K. Dicka – może nie jest to idealna adaptacja (choć przyznaję, że do dzisiaj książki nie przeczytałem, opieram się więc na opiniach innych), to Dicka dobrze znam, jak bardzo więc jego umysł pogrążony był w chaosie choroby psychicznej, tak samo film pokazuje nam właśnie chaos wojny toczącej się w umyśle każdego z nas, a już na pewno w umyśle samego Dicka.
Narzekać można na nieco przydługie momentami sceny, które jednak – ponownie – przy kolejnym seansie zaczynamy naprawdę doceniać. I to jest właśnie piękne w tym filmie – za każdym razem, gdy do niego wracamy, odkrywamy coś nowego, zaczynamy dostrzegać nowe szczegóły, oraz rozumieć kolejne elementy wplecione przez Scotta do produkcji. Blade Runner jest dziełem wielki, które każdy fan gatunku powinen zobaczyć choćby dla zasady.


Pasjonujesz się Science Fiction, a do tego masz smykałkę do pisania? Piszesz własne opowiadania? Rysujesz komiksy nawiązujące do Sci-Fi? Pisz dla SajFaj.pl, pomagając tym samym w rozwoju serwisu.