Seriale fantastyczno naukowe rozrywką dla całej rodziny

Foto: William Hook

1
Felietony

Seriale fantastyczno naukowe rozrywką dla całej rodziny

J.Constans, Marzec 17th, 2009 , ,

Oglądając niektóre produkcje fantastycznonaukowe nie mogę oprzeć się wrażeniu, że są one przeznaczone przede wszystkim dla młodego widza. Dla bardzo młodego widza. Inne, w znacznie mniejszej ilości, skierowane są do widza dorosłego. Dominują jednak seriale familijne, które niosą ze sobą lekką przygodę, zwykle też jakieś przesłanie i nie niosą kontrowersji. Są one politycznie poprawne i nie znajdzie się w nich kwestii problematycznych lub moralnych dwuznaczności.

Prym w tych „grzecznych”, prorodzinnych serialach wiodą zdecydowanie dwa największe serialowe ciągi jakie do tej pory zaistniały czyli Star Treki i Stargate, chociaż i tu znajdą się odcinki wyjątkowe. Seksu w tych filmach jest jak na lekarstwo a jeśli się pojawia to w bardzo miękkiej, pościelowej odmianie. Przemoc psychiczna niemal tu nie istnieje a fizyczna ogranicza się do zabijania „tych złych”. Dobro jest zawsze wynagradzane, a krystaliczni bohaterowie stanowią wzór dla dzieci i młodzieży. Rany postrzałowe zazwyczaj nie krwawią, nie ma zbliżeń zmasakrowanych ciał i w ogóle walka i śmierć wyglądają tak uroczo i czysto, jakby zabicie jakiejś istoty nie było niczym nadzwyczajnym a zwyczajnym dniem jak co dzień. Nawet przekleństwa zdarzają się bardzo rzadko, bo przecież „porządni” ludzie i „dobrzy Amerykanie” nie przeklinają.

Całkowite przeciwieństwo stanowią seriale „dla dorosłych”. Na oryginalnym, australijskim opakowaniu Farscape podane są ograniczenia wiekowe dla widzów. Sezon drugi przewidziano od osiemnastego roku życia. Być może jest to przesadą, ale rozumiem skąd wzięło się to ograniczenie. Ten sezon to najbardziej psychodeliczny obraz, jaki widziałam. Nie ocieka krwią, seksem i narkotykami, ale bez wątpienia tych rzeczy jest w nim więcej niż we wszystkich Stargate razem wziętych. A mimo to znam przypadki, gdzie nastoletni widzowie oglądali go ze swoimi rodzicami, skupieni wokół telewizora niczym rasowi „kanapowcy”. Takie Battlestary dajmy na to są niezłym przykładem kolejnego serialu, na który nałożono ograniczenia wiekowe a Telewizja Polska narzuciła na nie własne zabezpieczenia w postaci skandalicznie późnej pory nadawania. BSG to wstrząsający obraz, który nie bawi się w zaciemnienia gdy dochodzi do gwałtownych wydarzeń. Jego twórcy nie narzucili sobie żadnej edukacyjnej misji a pokazali naprawdę dobry, mocny kawałek kosmicznej rzeczywistości. Tu nie ma owijania w bawełnę.

Wracając jednak do seriali familijnych, muszę przyznać, że ich obecność mnie cieszy. Złagodzone sytuacje przyciągają młodego widza do ekranu i gatunku. Większość z nas chodziła jeszcze do szkoły, kiedy swój wielki maraton zaczynało SG-1 a Star Trek dawał kolejne odsłony. Miękkość tych seriali nie przeszkadza nastoletniemu widzowi, jak również ich produkcyjne braki. Naiwność przedstawianych rozwiązań nie razi z powodu znikomości własnej wiedzy. Efekty specjalne, które na tamte czasy zapierały dech w piersiach pozwalały choćby na chwilę przenieść się w inny, bajkowy świat, a wyobraźnia robiła resztę.

Najważniejszy jednak jest główny bohater. Zawsze jest on przystojny (choćby był niewiarygodnie brzydki po kilku odcinków prawie każda dziewczyna zobaczy w nim ideał), niezwykle dzielny (w końcu tchórz nie może być zdobywcą kosmosu) i doskonale dobry. Idol nastolatków nie może mieć skaz, jest półbogiem, który nie popełnia błędów, białym charakterem, który toczy walkę ze złem ale nigdy nie poniży się do jego sposobów. Brzmi znajomo? Wymieńcie dowolnego bohatera serialowego z lat dziewięćdziesiątych, a jego nazwisko będzie pasowało do tej charakterystyki. Podkreślam lata dziewięćdziesiąte, bo w dwutysięcznych zaszły pewne zmiany, które wymusiła… polityka. John Sheppard z SGA, chociaż w dużej mierze jest właśnie takim ideałem, popełniał czyny moralnie dwuznaczne (np. namówienie człowieka, żeby był pokarmem dla Todda). Użyłam słowa „polityka”, gdyż po zamachu z jedenastego września dało się zarejestrować zdecydowane zmiany w tendencjach twórców amerykańskiego filmu i seriali. Poszli oni, niczym jeden mąż, w kierunku usprawiedliwienia ograniczenia swobód obywatelskich, inwigilacji społeczeństwa oraz zdecydowanych, nawet brutalnych i kontrowersyjnych działań władzy i jej organów wykonawczych. Sheppard wciąż jest wzorem amerykańskiego żołnierza i obywatela, tylko ten wzór uległ pewnej przemianie. Samo SGA zaś, chociaż nie jest już tak trywialne jak jego starszy brat, wciąż nie odstaje od standardów kina familijnego. Te standardy po prostu także musiały ulec zmianie. Amerykanie przekonali się, że w swoim cudownym świecie nie są już tak bezpieczni, dlatego indoktrynują społeczeństwo już od najmłodszych lat. Ci „dobrzy” w końcu dostają bęcki, ale nie chodzi przecież o to, żeby wygrywać każdą bitwę, liczy się zwycięstwo w całej wojnie.

Film, czy też serial dla całej rodziny powinien zapewniać rozrywkę każdemu: mamie, tacie, bratu, siostrze, psu i kto tam jeszcze do tej rodziny się zalicza. Dla mamy zwykle scenarzyści umieszczają jakiś romantyczny wątek lub ukazują model współczesnej kobiety robiącej zawodową karierę. Tata zwykle może cieszyć oczy strzelanką albo walką w ręcz. Co się zaś tyczy młodszego pokolenia – nastoletni bohater nie jest konieczny chociaż mile widziany, dzieci zwykle cieszą się tym samym, co dorośli, tylko na innej płaszczyźnie.
Pierwszy Star Trek nazywany Oryginał powstawał w latach sześćdziesiątych z założeniem miłego spędzenia niedzielnego popołudnia przed telewizorem całej amerykańskiej rodziny. Plan został wykonany, a serial utorował drogę dla kolejnych produkcji science fiction które odnosiły większy lub mniejszy sukces. Sama jednak idea wspólnego spędzania czasu przed telewizorem przetrwała. I dzisiaj, kiedy rówieśnicy pierwszego odcinka SG-1 zaczynają oglądać ten serial, ich rodzice mogą swobodnie zasiąść razem z nimi. Seriale fantastycznonaukowe mają to do siebie, że nawet jeśli są nieco przestarzałe a efekty specjalne godne pożałowania (w tej dziedzinie zeszłoroczna produkcja jest już słaba), mają w sobie niezwykły urok.
Prawdziwy miłośnik gatunku przymknie oko na niedociągnięcia, uśmiechnie się słysząc stare żarty i mrugnie okiem do swojej pociechy, którą z rodziną połączyła nowa pasja – fascynujący świat fantastyki naukowej.

Skomentowano raz

  1. Cieszy mnie to, że jest tyle rodzinnych seriali sci-fi. Nie będę ukrywać, że pierwsze kroki w tym świecie stawiałam właśnie na takich produkcjach jak Star Trek, Stargate, Sliders, czy choćby Earth: Final Conflict -serial do którego ostatnio z sentymentem wróciłam:)
    Mam nadzieje, że za pare lat będę mogła póścić całej rodzinie niektóre z tych produkcji i po cichu licząc, że kolejne pokolenie będzie marzyć o innych światach, nieznanych technologiach widząc kto jest ten dobry, a kto zły.